[WYWIAD] ANNA PODEDWORNA – Sielsko nie anielsko, czyli mieszczuch w oparach inwentarza

  1. Skąd wziął się pomysł na napisanie Sielsko nie anielsko, czyli mieszczuch w oparach inwentarza?

 

Możliwe, że będzie to zaskakujące, ale z niezrozumienia, oburzenia i złości. Nie mieściło mi się w głowie, jak można nie zdawać sobie sprawy, jak wygląda życie na wsi z istniejącą produkcją rolną i hodowlą zwierząt, ale po kolei. Mieszkałam sobie spokojnie na wsi. Po sąsiedzku toczyło się życie, pola nawożono, obsiewano, zbierano plony, hodowano zwierzęta. Mnie to się wszystko podobało, z obornikiem i błotem włącznie, takie jakie było. Przynajmniej do czasu, aż miejscowość zaczęła się silnie urbanizować. Coraz większe połacie pól sprzedawano, przekształcano na niewielkie działki, a deweloperzy budowali całe osiedla domów i segmentów. Szybko okazało się, że nowi mieszkańcy kompletnie nie mieli pojęcia co do tego, jak wygląda życie w miejscowości, do której zdecydowali się przenieść. W ten sposób ich wyśnione życie wkrótce zmieniło się w koszmar, którym zaczęli się dzielić, całkiem ochoczo. Koguty piały zawsze nie w porę, z pola kombajnem zjeżdżało się zawsze wtedy, kiedy oni jechali drogą, kurzyło się, no i jeszcze ten obornik na polu dwa razy do roku fiołkami bynajmniej nie pachniał. Wzywanie straży miejskiej po kilka razy w tygodniu z tego powodu, czy dumnie powiewające transparenty w rodzaju: “Uwaga, kurz!” to tylko jedne z wielu przykładów. Szybko okazało się, że rolnicy musieli zacząć grodzić pola, aby uchronić zbiory, czyli swoją pracę i pieniądze przed rozjeżdżaniem quadami albo zwykłą kradzieżą. Mnie to złościło i oburzało. W końcu chyba o takiej sielskości marzyli Ci, którzy wpadli na pomysł przeprowadzenia się na tereny wiejskie i wcielili go w życie. Marzyli, jak mniemam, o jajkach od zdrowej, wolno-wybieganej kury. Pewnie też i o mleku od krowy wypasanej na pastwisku, zdrowej, karmionej jak najbardziej naturalnie, bez antybiotyków. Może też i przez myśl im przeszła myśl o ziemniakach prosto z pola, pieczonych w żarze ogniska i o grillu, ze skwierczącą na nim, swojską karkówką. A być może i o tym, żeby podlać czasem krzaczek na swojej działce… idąc torem logicznego myślenia, tak by się wydawało. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby napisać książkę o tym, jak wygląda życie na wsi z toczącą się produkcją rolną i hodowlą zwierząt. To nie jest życie na przedmieściu. Mam nadzieję, że dzięki tej książce każdy będzie mógł podjąć jak najlepszą dla siebie decyzję, co do wyboru miejsca zamieszkania. Szczerze mówiąc, to tylko połowa prawdy. Chcę mieszkać wśród ludzi, którzy choć w połowie wiedzą, na co się piszą, przenosząc się na wieś. Chcę dzielić codzienną pracę i zachwyt nad pięknem natury z sąsiadami, a koszmary i konflikty wynikające z niewiedzy, bądź niezrozumienia niech zostaną w telewizji.

 

  1. Jak wyglądał proces tworzenia powieści, skąd czerpała Pani inspiracje?

 

Dużo rozmawiałam z innymi ludźmi. Ciekawiły mnie ich wyobrażenia, co do miejsca, które wybrali. Ciekawiły mnie ich marzenia, motywacje, wszystko, co sprawiło, że podjęli decyzję o zamieszkaniu w miejscu, którego jednocześnie nie starali się poznać, ani nawet do niego przywyknąć. I to do tego stopnia, że asfalt przez pola przyjmowali jako coś zupełnie naturalnego, w przeciwieństwie do zasad natury.

Logika nakazywałaby otrzepać się z iluzji i oswoić się z realiami życia na wsi. Może też i w ciągu kilku lat nauczyć się w nich żyć, albo i polubić. Nie rozumiałam, dlaczego pomimo marzeń o tej wsi, łatwiej im było mimo wszystko zacząć robić zamieszanie i po kolei wykończyć starych mieszkańców, a wcześniej ich zwierzęta, domagając się zakazu hodowli wszystkiego, co związane jest z jakimkolwiek hałasem, czy zapachem. Potem to samo zrobić z uprawą roli – zakazać, bo przecież traktory i kombajny zaburzają spokój i mir domowy. A potem? Potem w zasadzie można już obudzić się na stereotypowym, polskim przedmieściu. I co rano narzekać na brak naturalnych produktów rolniczych, zdatnych do jedzenia dla najmłodszych latorośli oraz na rosnące korki, brak infrastruktury dla rosnącej liczby mieszkańców i długą drogę do pracy w palącym słońcu lub na nieodśnieżonych drogach – zależnie od pory roku. A mogło być tak pięknie.

O tym wszystkim dyskutowałam następnie z moim mężem. Pytałam go notorycznie o to, jak kiedyś to życie na wsi wyglądało. Stefan urodził się i wychował na wsi, pięćdziesiąt osiem lat temu. Prąd pojawił się dopiero, gdy miał sześć lat i z własnego doświadczenia wie, jak posługiwać się siłami samej natury.  Nie tylko wytrzymał wszelkie uciążliwości procesu twórczego, ale też będąc, pośród wielu kwalifikacji, także mechanizatorem rolnictwa, służył mi zawsze cierpliwie radą. Stefan jest także osteopatą i terapeutą manualnym, a ostatnio zajmuje go badanie wpływu sprawności węchu na jakość życia i kondycję. Także dobra relacja między nami obojgiem miała ogromny wpływ. Gdybyśmy nie potrafili ze sobą rozmawiać na nic by mi się zdało to, że doradca był zawsze na miejscu.

 

 

  1. Czy autor kreując bohatera w książce często posługuje się swoimi doświadczeniami, swoim życiorysem. Jak to było w Pani przypadku?

 

Bohaterowie musieli udźwignąć ciężar przygód, jakie dla nich przygotowałam. Są wypadkową moich obserwacji autentycznych historii osób, które podjęły decyzję o przeprowadzce na wieś i prowadzeniu gospodarstwa. Co do mnie, to mój mąż nadal sobie ze mnie czasami dworuje, żebym do pracy używała obu rąk naraz.

 

  1. Jakie cechy charakteru przydają się w pracy pisarz?

 

Umiejętność obserwacji i integracji doświadczeń oraz wiedzy z różnych dziedzin, zdolności analityczne. Jest jeszcze jedna, najważniejsza cecha, otwartość na zaskoczenie.

 

  1. Pisarz. Praca czy hobby?

 

Piszę, bo lubię. Nie utrzymuję się z pisania, jeszcze.

 

  1. Jakie rady dałaby Pani początkującym pisarzom?

 

Nie mam zielonego pojęcia. Ja jestem bardziej niż poczatkująca w pisaniu. Mogę tylko powiedzieć, co mi pomagało.

Przede wszystkim działać i realizować pomysły, które przychodzą do głowy.

Polecam również często zadawać sobie pytanie: “dlaczego?”. Dlaczego taki, a nie inny temat pragną poruszyć? Dlaczego chcą napisać książkę? Dlaczego bohater ma doświadczyć właśnie tego, co dla niego autor szykuje? Dlaczego ich to porusza aż tak mocno, niejako domagając się zamanifestowania w książce. Dlaczego w ogóle chcą pisać?

 

  1. Czy ma Pani  książkę, która jest  szczególnie dla Pani ważna? Jeśli tak, to jaka?

 

O to jest cały cykl Świata Dysku Terry’ego Pratchett’a. Jego spojrzenie na świat, humor, zderzanie ze sobą pozornie nieoczywistych treści bardzo mi się podoba. To skutkowało nie tylko salwami śmiechu u czytającego, czasami i łza zakręciła się w oku.

 

  1. Czy ma Pani pomysł na kolejną książkę?

 

Aktualnie piszę cztery książki jednocześnie. Podejmuję w nich wątek układania relacji w rodzinie, a czasami całkowitego ich braku. Kiedy życie mówi “sprawdzam” nieraz trzeba je zbudować zupełnie od nowa, brak planu staje się najlepszą opcją a nauka korzystania z okazji powinna być jednym z przedmiotów zdawanym na maturze.

 

  1. Jakie ma Pani marzenia związane z pisaniem książek? Nagrody, czytelnicy?

 

Moje marzenie to półki pełne bestsellerów. Czytelnikom chciałabym umożliwić skorzystanie z wskazówek i doświadczenia. Ciekawi mnie jak działa i funkcjonuje świat. Ciekawi mnie inne spojrzenie, punkt widzenia, niż mój własny, dlaczego taki jest, co za nim stoi. To daje mi inspirację do tematów, jakie chcę poruszyć w kolejnych publikacjach. Wspólnie z mężem opracowaliśmy kurs dobrego związku (bez retuszu). Skupiamy w nim się na tym, czego każdy z nas potrzebuje, a niewielu dostaje w relacji z drugą osobą: na zauważeniu, usłyszeniu, wysłuchaniu, docenieniu. W ciągu piętnastu lat wspólnego życia nauczyliśmy się żyć razem szczęśliwie i chcemy pomóc w osiągnięciu tego innym ludziom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.